piątek, 26 sierpnia 2016

"Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi" Magdalena Skopek (21/2016)


Nieńcy, Półwysep Jamalski. Jak dla mnie to egzotyka większa niż dziki środek Afryki czy Ameryki Południowej. Etymologia słowa „Jamał” dość dobrze oddaje to, co po lekturze tej książki sądzę: ‘Ja’ oznacza ziemię, ‘mał’ – koniec. To rzeczywiście wygląda na koniec świata, na który to Magdalena Skopek postanowiła się samotnie wybrać. Spędziła tam dwa miesiące, a swoje przygody i spotkania z Nieńcami opisała w tej właśnie książce. Przyznam, że wcześniej nigdy o Nieńcach nie słyszałam, cieszę się, że ta książka to zmieniła.

Nie nazwałabym tej książki reportażem, a książką podróżniczą. Za dużo w treści autorki, za mało Nieńców, by nazywać to pełnoprawnym reportażem. To nie zarzut, że autorki jest dużo, nie każda przecież książka podróżnicza musi być reportażem. Wydaje mi się, że taki był zamysł – opisanie jej podróży, jej przeżyć, a nie stricte życia Nieńców, choć siłą rzeczy i to w książce znajdziemy.

Odnoszę wrażenie, że autorka, choć nie bez przeszkód, świetnie zaaklimatyzowała się w nienieckiej rzeczywistości. Robiła to, co robią mieszkańcy na co dzień, powoziła zaprzęgiem, piła krew renifera (cieplutką jeszcze!), jadła surowe mięso, ubierała się w skóry renifera. Całkowicie weszła w tamtejszy świat, co pozwoliło jej na celne obserwacje. Sądzę jednak, że gdybym to ja znalazła się na miejscu autorki, zadawałabym więcej pytań Nieńcom, chciałabym wiedzieć więcej o ich odczuciach, postrzeganiu świata, o ich podejściu do wielu spraw. Momentami opisy z autorką w roli głównej przyćmiły te właśnie kwestie, które dla czytelnika mogłyby być bardziej interesujące.

Delikatnie czepiam się podtytułu „W krainie reniferów, bogów i ludzi”.  Nie sposób uniknąć skojarzeń z książką Antoniego Ossendowskiego "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" - to po pierwsze. Po drugie, renifery – są, ludzie – i owszem, ale bogowie? Jedna mała wzmianka nie tworzy wyobrażenia, że Jamał to kraina bogów. Nie twierdzę, że tak nie jest, ale książka tego nie oddaje. Za mało tu mistyki, enigmatyczności, niewytłumaczalności, by wspomnianych bogów upychać do podtytułu.

Chwilami nieco się nudziłam… bardziej chyba przez nużący niekiedy styl, niż samą treść.
Czasem mam wrażenie, że czytam daną książkę w złym momencie i wydaje mi się, że gdybym przeczytała ją później, mój odbiór byłby inny. Tak też było i z tą książką. Chyba czytałam ją w zbyt dużym zabieganiu, z nienależytym jej oddaniem, by w pełni docenić to co w sobie skrywa.

Przeczytane: 12.03.2016
Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz