Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tess Gerritsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tess Gerritsen. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

5na1 "Igrając z ogniem" Tess Gerritsen (60/2016)

Projekt 5na1, część ósma; październik 2016

Jak tak dalej pójdzie, to blogerzy biorący udział w projekcie 5na1 będą musieli udać się obserwację wykluczającą/potwierdzającą ich zapędy związane z piromanią… Po „Podpalaczu” Wojciecha Chmielarza i „Podpalaczce” Stephena Kinga przyszła kolej na Tess Gerritsen i jej „Igrając z ogniem”. To ósma książka, którą recenzujemy z ramach projektu, a trzecia mająca związek z ogniem. Delikatne skojarzenia nasuwają się same…

Co tu dużo mówić – obiektywna w tym przypadku być nie mogę. Uwielbiam Tess, uwielbiam Włochy, więc sprawa musiałaby być wyjątkowo sknocona, żeby mi się to zupełnie nie podobało.

Język i styl
Tess jak to Tess, pisać to ona potrafi. Co poradzę, to jak pisze Gerritsen bardzo mi się podoba i jak zwykle przy tej autorce, nie mam się czego przyczepić. Nie znajdziemy tu dziwnych metafor ani nużących opisów na pół strony. I to właściwie jedyny punkt stały dla całej powieści.

Dwie historie
Powieść prowadzona jest dwutorowo i to postrzegam jako plus na korzyść książki. Nie o sam fakt dwóch opowieści chodzi, a o poruszane tam wątki – według mnie, sama historia Julii mogłaby się nie obronić… Starając się być obiektywną, muszę dostrzec, że ta historia jest nieco nużąca, jakby naciągana, nie wiadomo właściwie na czym bazująca.

Nie polubiłam głównej bohaterki, ale czy zawsze musimy bohaterów darzyć sympatią? Pewnie nie. Tak naprawdę, to jakoś żaden ze współczesnych bohaterów „Igrając z ogniem” nie przypadł mi do gustu. Tu dostrzegam pewną słabość powieści. Absolutnie nie chodzi o to, że bohaterów nie lubię, a o to, że ci bohaterowie są nijacy. Nieco płascy. Tak prości, że aż nierzeczywiści.

Inaczej ma się sprawa z bohaterami z przeszłości – i Lorenzo, i Laura, ale także chwilowo pojawiający się bohaterowie, są bardziej wyraziści, ich historie są realniejsze, prawdziwsze, z życiem.

Bardzo doceniam poruszony przez autorkę wątek włoskich Żydów. Mało o się o nich mówi, a my Polacy skupiamy się raczej na ‘naszych’ Żydach. Nie dziwie się nam, to co działo się w Polsce było niebywale okrutne, ale przez to też umykają nam tragiczne losy Żydów w innych częściach Europy. W takich właśnie okolicznościach historycznych dzieje się historia miłosna Lorenzo i Laury. Ta cześć powieści jest zdecydowanie lepsza – choć wydawałoby się,  że tam gdzie romans, to nie moje pochwały. Ten jednak romans nie był męczący, słodki, naiwny, a wręcz przeciwnie. Wpływają na to niewątpliwie wspomniane już wydarzenia historyczne, które kształtują losy bohaterów.
Ta część powieści zdecydowanie jest lepsza.

Historia współczesna plusuje u mnie głównie ze względu na Wenecję (tak, wiem, dla większości czytelników to jednak może być słaby powód, by podciągać książce ocenę…). Autorka znów świetnie przygotowała się do powieści, oddała urok włoskich uliczek. Sama historia jednak mnie nie przekonuje. Za to historia Lorenzo urzeka mnie w całości.

Jak wypada „Igrając z ogniem” na tle pozostałych książek autorstwa Tess Gerritsen? Właściwie to moja pierwsza powieść autorki spoza serii „Rizzoli & Isles”. Cóż, w porównaniu ze wszystkimi tomami cyklu, „Igrając z ogniem” podobało mi się najmniej. A porównania z pozostałymi książkami bez wspomnianych sympatycznych pań nie mam. Cieszę się, że w ramach projektu chwyciliśmy po tę książkę, bo od dłuższego czasu zbierałam się, żeby przeczytać coś Tess bez Jane i Maury. Fajnie, że przy projekcie wreszcie mi się to udało! 

Przeczytane: 30.09.2016
Moja ocena: 7/10

Język: 4,5
Emocje: 3
Pomysł: 3
Akcja: 3,5

Recenzje pozostałych blogerów biorących udział w projekcie znajdziecie tutaj:

sobota, 16 maja 2015

"Autopsja" Tess Gerritsen (43/2015)


Rizzoli & Isles; tom 5

Tess Gerritsen to jak dla mnie najlepsza autorka kryminałów i thrillerów, póki co podoba mi się wszystko co czytałam jej autorstwa. Odpowiada mi zarówno styl i język jakim autorka się posługuje, jak i historie, które tworzy. Nie inaczej jest z „Autopsją”, choć nie przebija ona wg mnie lepszego „Chirurga”, „Skalpela” czy „Sobowtóra”.

O ile drastyczne sceny z książek Tess nigdy mnie nie przerażały czy zniesmaczały, tak w „Autopsji” jest nieco inaczej. Same morderstwa nadal mieszczą się w granicach mojej wytrzymałości, ale opisy brutalnych gwałtów trochę poza nie wykraczały. Aż mnie ciarki przeszywały, jak czytałam co wyprawiano z tamtymi kobietami.

Podobało mi się znów subtelne wplecenie w opowieść wątków z życia prywatnego detektyw Rizzoli i dr Isles. Subtelne, ale dokładnie opowiedziane, nie po macoszemu tylko zahaczone. Lubię obie bohaterki, lubię więc czytać co u nich się dzieje, choć doceniam, że ich życie prywatne nie stanowi większości opowieści i nie przysłania kryminalnej treści książki.

Polecam, a ja tymczasem powstrzymuję się od połknięcia na raz pozostałych części cyklu (nie chcę, żeby za szybko mi się skończyła przyjemność czytania o Rizzoli i Isles).

Przeczytane: 13.05.2015
Moja ocena: 7/10

piątek, 27 lutego 2015

"Sobowtór" Tess Gerritsen (18/2015)

Rizzoli & Isles; tom 4  

Wspaniała książka!
Z pięciu książek Tess Gerritsen, które czytałam do tej pory, to zdecydowanie jedna z lepszych, jak nie najlepsza (choć wszystkie były dobre). To niezbyt częste, żeby podobała mi się każda książka jakiegoś autora, po jaką sięgnę. Każdy autor ma jakieś swoje literackie wpadki, ale póki co, na taką wpadkę u Tess nie trafiłam i mam nadzieję, że jeszcze długo nie trafię.

Tym razem książka skupia się bardziej na doktor Isles, niż na detektyw Rizzoli, choć oczywiście wątki dotyczące Jane są kontynuowane z poprzednich części i wiemy, jak wygląda obecnie jej życie.

Początkowo za nic nie wiadomo, kto może być mordercą ani jak powiązać zabójstwo Anny z porwaniami młodych kobiet. Ba, nawet nie wiadomo, z której strony winnych szukać i od czego zacząć. Potem jak już wiemy kto stoi za porwaniami, to nadal sprawa nie zostaje wyjaśniona – bo zbrodniarza nie ma, nie wiemy nawet gdzie się ukrywa, jak dokonuje swoich zbrodni.

Charakterystyczne dla Tess robi się już ‘podwójne zakończenie’ – pierwsze, gdy wszyscy myślą, że sprawa jest rozwiązana i już sukces świętują, i zakończenie drugie – gdy tak naprawdę wszystkie elementy wskakują na swoje miejsce i nie pozostają już najmniejsze wątpliwości odnośnie prowadzonych śledztw.

Jedynym troszkę słabszym punktem jest wg mnie rozwiązanie kwestii zabójstwa Anny – odrobinę nie kleiło mi się to w logiczną i możliwą całość, ale to tylko maleńki minusik, nie mający żadnego wpływu na moją wysoką ocenę tej książki.

Po tym wszystkim nabrałam ogromnej ochoty na kolejne powieści Tess, ale muszę zrobić sobie małą przerwę, żeby za szybko cykl o Rizzoli i Isles mi się nie skończył :)

Przeczytane: 24.02.2015
Moja ocena: 9/10

sobota, 12 kwietnia 2014

"Chirurg" Tess Gerritsen (23/2014)

Rizzoli & Isles; tom 1

Kilka dni temu byłam na pobraniu krwi, w poniedziałek idę po wyniki... Trochę mnie przeraża teraz fakt, że nie wiem co się obecnie z tą moją krwią gdzieś tam dzieje...

Jestem pod ogromnym wrażeniem! To nie tylko jeden z lepszych kryminałów, jaki ostatnio czytałam, ale jeden z lepszych w ogóle! I jak teraz myślę o Nesbo, albo o innych autorach kryminałów... to i tak mam ochotę na kolejną powieść Gerritsen, nic innego (tamci nie są źli, ale Tess ich bije).

To drugi kryminał tej autorki, jaki czytałam, poprzedni też był z serii Rizzoli i Isles, ale zaczęłam jakoś nie po kolei. Co prawda w tej pierwszej części mało było Rizzoli, a Isles wcale, ale nie przychodzi mi do głowy nic, czego mogłabym się doczepić, co mi się nie podobało. Naprawdę wszystko było tak, jak być powinno. Całą książkę czyta się łatwo, jest wciągająca, ale ostatnie kilka rozdziałów, to już wcale nie mogłam się oderwać. Jak tak będzie w kolejnych książkach, to zostanę fanką serii Rizzoli i Isles, oraz Tess Gerritsen. Właściwie to już zostałam.

Przeczytane: 11.04.2014
Moja ocena: 8/10



wtorek, 25 lutego 2014

"Milcząca dziewczyna" Tess Gerritsen (13/2014)


Rizzoli & Isles; tom 9

To moje pierwsze spotkanie z duetem Jane Rizzoli i Maura Isles. Wiem, że zaczęłam nie od początku serii, ale tak nie po kolei wpadła mi ta część w ręce. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze "Milczącej dziewczyny".

Książka jest o wiele bardziej ciekawa i wciągająca niż się tego spodziewałam, nie mogłam doczekać się każdego kolejnego rozdziału. Chińskie motywy i opowieści zgrabnie są wplecione w całą historię. Rozdziały opowiadane przez jedną z bohaterek - Iris Fang są ciekawym urozmaiceniem i doskonale komponują się z całą historią "Milczącej dziewczyny". Do końca historia była dla mnie zagadką, nowo odkrywane fakty zaskakiwały mnie. Dodatkowo, było w tej historii nieco tajemniczości, takiej właśnie wprost z chińskiego świata.

Na pewno sięgnę jeszcze po książki z "przygodami" Jane i Maury, tym razem zacznę jednak chronologicznie, od początku cyklu.

Przeczytane: 24.02.2014
Moja ocena: 7/10