piątek, 7 kwietnia 2017

6na1 „Jak pokochać centra handlowe” Natalia Fiedorczuk-Cieślak (24/2017)

Projektowi #5na1 stuknął roczek! Po roku, wraz z trzynastą naszą recenzją, zmieniamy się w projekt #6na1! Dołącza do nas Ewa, a Wy będziecie mieć jedną fantastyczną opinię więcej do czytania!

Lament uciemiężonej, umordowanej Matki Polki.
Spisane naprędce pomysły, bez składu i  ładu.
Niespójne zapiski.
Wyrywki.

Macierzyństwo jawi się tu jak kara za wszystkie popełnione grzechy.
Po tej lekturze bezdzietnym odechce się mieć dzieci, a tym co mają jedno, odechce się drugiego.
Nie ma tu chyba żadnego pozytywnego zdania o macierzyństwie. A co z urokami macierzyństwa? Z tym, że dzieci to radość? Nic w życiu nie jest łatwe, ale autorka wydaje się być zaskoczona tym, że macierzyństwo również do błahostek nie należy.

Mąż – ojciec, niby jest, ale go nie ma. W znojach macierzyństwa matce dziecka nie pomaga. Ucieka z domu kiedy może, ale to i tak pod koniec książki, wcześniej go po prostu nie ma.

Z książki wynika, że kobietom po porodzie rozum odbiera – na mnie proszę nie krzyczeć, to autorka tak kobiety – matki przedstawia. Nie mówię tu o depresji poporodowej, która niewątpliwie jest dużym problemem i jestem pewna, że lektury na ten temat są potrzebne. Wydaje mi się jednak, że temat zasługuje na nieco więcej niż dostaliśmy w tej książce.

Pomijam już wątki nielogiczne – oto dwie matki spotykają się na kawie w centrum handlowym, ale nad wózkami dzieci szepczą, żeby ich nie zbudzić. To po co do centrum przylazły? W centrum jest głośno, w kawiarence tym bardziej. W tym wszystkim szept matek na pewno będzie miał duży wpływ na sen dzieci…

Ni to powieść, ni publicystyka – to nie zarzut akurat, nie wszystko należy szufladkować i takie niejasne hybrydy mają coś w sobie. Tu jednak wyszedł wspomniany na początku niestrawny zlepek różnych historii.

No i na koniec smaczek językowy – o zgrozo! Mam wrażenie, że autorka użyła wszystkich znanych jej metafor i przymiotników (tych o zabarwieniu negatywnym; te pozytywne w słowniku tej książki nie istnieją). Literówek (przynajmniej w e-booku) – cała masa, korekty i redakcji tekstu chyba zabrakło.

“Zamykam się w sobie, kwaszę mikrourazę, co jakiś czas wylewając na ojca dziecka zupę rozgotowanych pretensji” – to jeden z wielu bardzo strasznych i straszących potworków językowych.

Nie rozumiem za co został przyznany Paszport „Polityki”.

Język: 2,5
Emocje: 1
Pomysł: 2,5 (pomysł sam w sobie dobry; pomysł na wykorzystanie pomysłu – kiepski)
Akcja: 1

Przeczytane: 26.03.2017
Moja ocena: 4/10

Recenzje pozostałych blogerów biorących udział w projekcie znajdziecie tutaj:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz