poniedziałek, 20 lutego 2017

"Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy" Swietłana Aleksijewicz (8/2017)

      „Po blokadzie wiem, że człowiek może jeść wszystko. Ludzie jedli nawet ziemię… Na bazarach sprzedawano ziemię z rozbitych i spalonych magazynów żywnościowych imienia Badajewa, ceniona była zwłaszcza ziemia, na którą wylał się olej słonecznikowy, albo ziemia przesiąknięta spalonymi powidłami. Jedna i druga dużo kosztowały. Nasza mama mogła kupić tylko najtańszą ziemię, na której stały beczki ze śledziami, ta pachniała tylko solą, chociaż soli w niej było mało. Został sam zapach śledzi.
      Za to parki leningradzkie były bezpłatne, więc szybko je objedzono. Cieszyć się widokiem kwiatów… Po prostu cieszyć… Tego nauczyłam się stosunkowo niedawno…”

Wspomnienia wojenne.
Dziś dorośli, dzieci podczas wojny. 
Nie zrozumcie mnie  źle – książka jest poruszająca a historie tu opowiadane przepełnione są ogromem okrucieństwa, jakie niesie ze sobą wojna, ale od połowy miałam wrażenie,  że wszystkie one kręcą się wokół tego samego i są do siebie dość podobne. I w gruncie rzeczy tak jest – dzieci zapamiętały krzywdę wyrządzaną ich rodzinie, to, co działo się z mamą, tatą czy rodzeństwem. To naturalne, temu nie ma się co dziwić, ale jednocześnie sprawia to wrażenie czytania w kółko tej samej historii. 

Nie potrafię i nie chcę sobie wyobrażać takiego dzieciństwa, oglądania tego, jak oprawca rozprawia się naszymi najbliższymi. Po raz kolejny, Swietlana Aleksijewicz przypomina mi, jak paskudnym doświadczeniem i niewyobrażalnym okrucieństwem jest wojna. 
Wiem, że się powtarzam, ale jak po każdej takiej lekturze dziękuję Bogu, za to że żyję w dzisiejszych czasach i że tak przerażające wydarzenia nie są moim udziałem. 

Tym razem ‘czytałam’ uszkami, czyli słuchałam bardzo, bardzo dobrej interpretacji Krystyny Czubówny. Stworzona jest ona do czytania takich reportaży. Niesamowicie przejmująco, z ogromnym wyczuciem. Nie przepadam za słuchaniem reportaży czy wspomnień, bo nie każdy lektor potrafi zrobić to dobrze, z takim dopasowaniem się do czytanych słów. Pani Czubówna robi to jednak cudownie. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że ta interpretacja trafiła do mnie bardziej, niż gdybym sama to przeczytała. 

Książka jest przejmująca, ale bardziej poruszyła mnie „Czarnobylska modlitwa” i „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” tej samej autorki. Nie chcę niczego tym wspomnieniom zarzucić, ale w gruncie rzeczy, są one do siebie dość podobne. Mimo to, warte przeczytania, co każdemu polecam.

Przeczytane: 25.01.2017
Moja ocena: 7/10

1 komentarz:

  1. Z jednej strony czuję, że to ciężka i wymagająca lektura, ale z drugiej bardzo chciałabym ją przeczytać

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń