Zacznę od dobrych stron. Jest to powieść erotyczna i choć nie jestem
specjalistą od literatury erotycznej, to myślę, że miłośnikom może się podobać.
Książka nie jest wulgarna w swych erotycznych momentach, drażniło mnie jedynie
nagromadzenie słowa ‘kobiecość’, zwłaszcza na początku książki (‘kobiecość’ tu
używana jako szeroko pojęte określenie dla kobiecych narządów płciowych). Cóż,
ja swoją kobiecość postrzegam zdecydowanie inaczej niż ograniczenie jej do
narządów płciowych… No ale jasne, każdy definiuje siebie po swojemu.
Reszta to już niestety same minusy.
Bodajże w epilogu autorka mówi o swojej powieści, że to literatura
dla/o feministkach. Absolutnie się z tym zgodzić nie mogę, dalekie to od
feminizmu. Nie rozumiem idei instytucji „Szkoły żon”, jej nazwy, zasad
działania. Doprawdy, to fascynujące, że grupa kobiet w różnym wieku, w różnych
życiowych sytuacjach, prędzej czy później (cóż, cały ‘turnus’ trwa trzy
tygodnie, więc ‘później’ i tak jest wcześnie) ulega masażystom-żigolakom i
pozwala im doprowadzić się do szaleństwa. No bardzo to feministyczne, że
kobiety te, by poczuć się dowartościowane muszą zapłacić ciężkie pieniądze
przystojniakom, by Ci robili im dobrze…
No i oczywiście opisywany turnus jest wyjątkowy, bo dwie z uczestniczek
odnalazły wśród żigolaków swoje miłości.
Same bohaterki są fajne. W różnym wieku, z różnymi życiowymi
historiami. Polubiłam je, choć do żadnej z nich mi nie jest blisko. A już
najbardziej polubiłam Ewelinę – przebojowa, wie, czego chce, radzi sobie
niezależnie od tego czy aktualnie w jej życiu jest facet, czy go nie ma.
Chętnie bym poczytała inne historie tych bohaterek, ale w innej powieści,
niekoniecznie erotycznej.
Najbardziej żałuję, że to moja pierwsza książka tej autorki. Czytałam
pozytywne opinie o jej twórczości, więc chwyciłam pierwszy jej tytuł jaki wpadł
mi w ręce. I nie trafiłam najlepiej. Ale nie zrażam się, przeczytam jeszcze coś
pani Magdaleny, tylko bardziej starannie wybiorę kolejny tytuł.
Przeczytane: 10.05.2015
Moja ocena: 4/10
