środa, 9 sierpnia 2017

"Charlie Ciuch-Ciuch" Beryl Evans (65/2017)

Jak się okazuje, w naszym projekcie #6na1 jesteśmy bardzo wszechstronni. Niestraszne są nam kryminały, powieści na faktach, fantastyka czy poruszająca literatura piękna. Dziś udowadniamy, że niestraszne są nam też bajki dla dzieci. Tego jeszcze u nas nie było!

Wiecie, z tym naszym projektem to jest tak, że nigdy nie wiadomo, co przyjdzie nam czytać. Każdy z nas wybiera co miesiąc tytuł, który wszyscy czytamy. No a że gusta różne, to zawsze jest ryzyko, że lektura nam nie podejdzie i trzeba się będzie męczyć te kilkaset stron. Niesamowitą zaletą projektu jest to, że sięgam po książki, po które sama w życiu bym nie sięgnęła i okazuje się, że, o zgrozo, fantastyka czy książka blogera bawią mnie do łez! Kiedy więc padła propozycja przemaglowania bajeczki „Charlie Ciuch-Ciuch”, kalkulacja była prosta – jak każda książka może się spodobać, może się nie spodobać, ale nawet jakby była totalną wtopą, to przynajmniej będzie to krótka wtopa.

„Charlie Ciuch-Ciuch” wtopą nie jest, ale mam mocno mieszane uczucia odnośnie tej bajki. Już po skończeniu czytania (czyli po 10 minutach od rozpoczęcia czytania), dowiedziałam się, że autor, Beryl Evans, to tak naprawdę… Stephen King! I kiedy teraz tak o tym myślę, że postać Charliego jest naprawdę iście Kingowa, a wrażenie potęguje wygląd ciuchci. No ale po kolei.

Bajka jest poruszająca. Parowóz Charlie zostaje odsunięty na boczny tor i okazuje się być niepotrzebny, kiedy pojawia się nowoczesna lokomotywa. Więcej treści zdradzać Wam nie będę. Powiem tylko, że to niejako metafora odstawiania w kąt rzeczy nam znanych, ale już starych, kiedy pojawia się na horyzoncie nowe, nowocześniejsze, uważane za lepsze. Często przecież jest tak, że coś, co lata służyło nam całkiem dobrze, odstawiamy na bok, wyrzucamy, kiedy pojawia się nowe. To taki zachwyt nowym, nieznanym. To samo dotyczy ludzi. Starzenie się, przemijanie. Naturalna kolej rzeczy. Ale czy zawsze nowe oznacza lepsze? Dzieciaki czytające książeczkę dostrzegą, że łatwo jest ranić czyjeś uczucia zastępując stare nowym, odsuwając na bok dziadków, rodziców, rodzeństwo, a wybierając nowo poznanych kolegów.
To również opowieść o pięknej przyjaźni. Bob nie zapomina o Charlie’m, nawet gdy ten przestaje być potrzebny dla świata.

Odnośnie samego przesłania książeczki – nie mam zastrzeżeń. Ale mam je względem postaci Charliego… Jego wizerunek na obrazkach mnie nieco przeraża. Ma złośliwe oczka, paskudne zęby, czasami dziwny grymas twarzy (o ile ciuchcia może mieć twarz…). Zastanawiam się, czy jeśli mnie odpycha postać Charliego, to czy przekona dzieci?
Nie jestem też pewna, czy zdanie „szarpała jak diabli za linkę gwizdka” jest odpowiednia dla kilkulatków…

Czy przesadzam? Sami sprawdźcie. Jeszcze trochę i ta recenzja będzie dłuższa niż cała książeczka, więc lepiej zakończę w tym miejscu.


No sami spójrzcie na kilka zdjęć Charliego…
Przeczytane: 5.08.2016
Moja ocena: 6/10


Recenzje pozostałych blogerów biorących udział w projekcie znajdziecie tutaj:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz