Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remigiusz Mróz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remigiusz Mróz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz (48/2017)

Kocham Chyłkę! To już oficjalne. Zresztą, swoją miłość do niej ogłosiłam tutaj, potem jednak nadeszło zwątpienie. Wiecie, zauroczenie minęło, klapki z oczu spadły, Chyłka poczuła się przy mnie pewniej, no i pojawiły się pierwsze zgrzyty. Po cichych dniach, do naszej relacji powróciła stabilność (tutaj), a wraz z „Inwigilacją” miłość wybuchła na nowo, a uczucie jest jeszcze większe niż początkowo! Tym razem to coś poważnego i tak na serio.
Wszystko mi się podobało. I historia, która pojawiła się w tej części, i Zordon, i Chyłka, i oni razem. No, wszystko poza zakończeniem mi się podobało. 

Mam sporo z Chyłki, co niedawno uświadomił mi kolega z pracy (i od tamtej pory nazywa mnie Chyłką :)). Zawody mamy różne, ale tu klienci, tam klienci, tu współpracownicy, tam współpracownicy. Niby inaczej, ale jednak podobnie. A ten jej charakterek! Mój Boże, jak dobrze wiedzieć, że nie jestem sama! Jest jeszcze taka Chyłka! (nie, nie musicie mi przypominać, że ona papierowa, że tak na niby). No i ja tyle nie piję. I dla znajomych bywam jestem milsza. Przynajmniej milej się odzywam. 

„Inwigilacja” porusza palące problemy współczesnego świata – islam, zamach terrorystyczny, porwane dziecko, uprawnienia służb państwowych do ingerencji w naszą prywatność. Historii zdradzać nie będę, powiem tylko, że nie sposób nie zgodzić z wieloma kwestiami wypowiadanymi przez bohaterów. Mają oni niezły zmysł obserwacji. Chyłka z reguły bawi mnie bez przerwy, ale tym razem momentami był to śmiech przez łzy. 

Muszę wrócić do zakończenia, bo to co zrobił czytelnikom autor jest niehumanitarne. Tak zakończyć powieść! Dobrze, że pan Mróz szybko pisze i nie musimy latami czekać na kolejną część. Przyznam, że martwię się o Chyłkę, ale ma ona jeszcze sporo do zrobienia, więc liczę, że i tym razem wykaraska się z problemów, w które wpakował ją autor. 

Słuchałam. I powiem Wam jedno – kolejnego tomu też wysłucham. Geniusz! Krzysztof Gosztyła czyta to wspaniale. Idealna interpretacja dosłownie każdego zdania. Już nie mogę się doczekać dalszych losów Chyłki i audiobookowej uczty dla ucha

Przeczytane: 17.06.2017
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 26 czerwca 2017

"Wotum nieufności" Remigiusz Mróz (33/2017)

Miało być polskie „House of Cards”, ale jedyną wspólną rzeczą jaką odnalazłam jest polityka w roli głównej. W „Wotum nieufności” ani historie, ani bohaterowie nie są na miarę „House of Cards”, choć wcale nie znaczy to, że są złe. Są inne. Zdecydowanie bardziej polskie. I to dobrze, bo udawanie, że w Polsce jest jak w Stanach nie służy ani książce, ani czytelnikom.
Kiedyś nie ciągnęło mnie wcale do political fiction, ale „Wotum nieufności” czytało się sprawnie, akcja wciągała, była realna, bohaterowie różni i ciekawi. Nie ma co szukać podobieństw z naszą obecną sytuacją polityczną, z wydarzeniami czy z politykami. Nie w tym rzecz, bo na siłę doszukać się czegoś można, ale nic to nie wniesie do odbioru powieści. Początkowo miałam takie zapędy i starałam się znaleźć odpowiedników dla Darii, Patryka i innych bohaterów powieści, ale szybko dałam sobie z tym spokój. Nasza władza sama sobie pisze historię – coś na kształt groteski: jest tragizm i komizm, fantastyka i realizm. „Wotum nieufności” wolę więc traktować rzeczywiście jako fiction, choć nie sposób nie przyznać, że wydarzenia te są realne.

Znów poczynię odwołanie do Chyłki – nie jest to powieść na miarę „Kasacji”, ale trudno porównywać inne jednak gatunki. Tu polityka i machlojki, tam prawnicy, winy (i też machlojki). Ciekawy to początek nowej serii, będę wypatrywać kolejnych tomów.

Przeczytane: 21.04.2017
Moja ocena: 7/10

piątek, 26 maja 2017

"Immunitet" Remigiusz Mróz (21/2017)

Cóż poradzę, że Chyłkę i serię z nią lubię! Znam wszystkie argumenty przeciw, ale wcale mnie one nie ruszają. Ta książka to ten typ lektury, od której nie oczekuję ‘duchowego ubogacenia’, a jedynie kilku chwil rozrywki. I tu książki z Chyłką i Zordonem sprawdzają mi się świetnie.

Tom czwarty podobał mi się bardziej niż wcześniejsza „Rewizja”. Chyłka powróciła na lepsze tory, wciąż nieprzewidywalna, ale nieco się ogarnęła w byciu bardzo niefajną i choć nadal zmaga się z demonami (przeszłości? własnej osoby?), to znów ją zaczynam lubić. „Kasacją” jednak to to nie jest. Cóż, nie musi.

Prawnicy i sędziowie może znów dopatrzą się w fabule nieścisłości i niezgodności z polskimi przepisami, ale jako laik ich nie dostrzegam. To po pierwsze. Po drugie, fikcja literacka rządzi się swoimi prawami, więc szukać dziury w całym nie mam zamiaru.

Dzieje się dużo. Wątki polityczne, walki psów, mroczne tajemnice rodzinne. No i motyw jakże aktualny w dzisiejszej polskiej rzeczywistości – Trybunał Konstytucyjny. Akcja gna do przodu, rozwiązaniu nie pomagają zatajane fakty.

W tej części dowiadujemy się też więcej o samej Chyłce, o jej przeszłości, rodzinie. I to na Chyłce książka się kończy – w przypadku innego cyklu napisałabym, że autor zostawił nas w niepewności, ale nie w przypadku Mroza. Pomiędzy ukazaniem się „Immunitetu” i kolejnym tomem minęło nieco ponad pół roku. Najwięksi więc fani, którzy Chyłkę łykają tuż po ukazaniu się powieści czekali więc tylko kilka miesięcy. Ja, jako że czytam nowości z małym opóźnieniem, to czekać nie muszę wcale i już, już zaraz mogę sięgać po tom piąty. Tymczasem Was zachęcam do „Immunitetu”, tomu czwartego.

Przeczytane: 20.03.2017
Moja ocena: 7/10

sobota, 9 kwietnia 2016

5na 1 "Ekspozycja" Remigiusz Mróz (23/2016)

„Ekspozycja” to moje drugie spotkanie z Remigiuszem Mrozem. I niesamowicie się cieszę, że drugie, nie pierwsze. Bo gdyby było pierwsze, to nie miałabym najmniejszej ochoty na lekturę kolejnych powieści pana Mroza, a tych jest niemało. „Kasacją”, Chyłką i Zordonem byłam zachwycona. Ba, trzy miesiące po lekturze nadal jestem zachwycona. Publicznie na blogu wyznawałam miłość Chyłce, z niemałą obawą (żeby nie zapeszyć) chwaliłam nowego dla mnie autora, samą powieść wychwalałam pod niebiosa. W opinii, którą zaraz przeczytacie – tego nie będzie. Gdyby nie to, że przesądna nie jestem, to powiedziałabym, że jednak zapeszyłam.

Przez cały czas podczas czytania „Ekspozycji” zastanawiałam się czy czytam kryminał czy powieść przygodową. Autora poniosła fantazja.

Owszem, trzeba przyznać, że powieść wciąga, czyta się szybciutko, pochłania wręcz. Mam jednak wrażenie, że nawet gdyby była uboższa o kilka nieprawdopodobnych historii wciągałaby niemniej.

niedziela, 17 stycznia 2016

"Kasacja" Remigiusz Mróz (2/2016)


Świetnie zarysowane postacie, szybka akcja, ciekawa fabuła, niespodziewane zwroty akcji – toż to nic innego, jak bardzo dobry polski thriller prawniczy! Mowa o „Kasacji” Remigiusza Mroza.

Jestem pod wrażeniem tej powieści. Wszystko tu grało. Chyłkę pokochałam od pierwszego jej pojawienia się w „Kasacji”. Bardzo lubię i doceniam gdy bohaterowie powieści są inteligentnie złośliwi i ironiczni. Pod tym względem „Kasacja” okazała się ucztą. Dialogii Chyłki, prawniczki ze znanej warszawskiej kancelarii i Zordona, jej podopiecznego, nowo przyjętego aplikanta są naprawdę niebanalne.

Niewątpliwie bohaterowie są dużym atutem tej powieści. Nie tylko bowiem Chyłka i Zordon są świetnie scharakteryzowani. Wspólnik kancelarii, Harry McVay, podejrzany Piotr Langer, osiłek Gorzym – każda pojawiająca się postać jest bardzo ‘jakaś’. Wyrazista, wyróżniająca się, inna od pozostałych.

Po detektywach czy prokuratorach, prawnicy i ich świat to miła odmiana. Oczywiście, jako laik w sprawach prawniczych, pojęcia nie mam na ile przywoływane w powieści sytuacje są realne i czy autor poprawnie używa prawniczych pojęć :) Zakładam jednak, że Remigiusz Mróz, doktor nauk prawnych wie o czym pisze. Swoją drogą, zanim po książkę sięgnęłam, poczytałam to i owo o autorze – nie znałam go zupełnie, a jednak lubię wiedzieć czyje książki czytam. Muszę przyznać, że Remigiusz Mróz zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie – młody, zdolny i z dużym już dorobkiem książkowym – czego tu nie lubić :) Wracając jednak do zagadnień prawniczych w książce – owszem, były, ale podane czytelnikowi dość przystępnie. Nie gubiłam się w prawniczych terminach, nie musiałam szukać wyjaśnień opisywanych zagadnień. Nie przytłoczyło mnie nic ze świata prawniczego, co mogłoby odstraszyć mnie od prawniczych powieści lub samych prawników ;)

Akcja dzieje się szybko, a i tak na końcu nic nie jest takie, jakie wydawać by się mogło, że będzie. Ja akurat nie lubię zgadywać zakończeń historii książkowych, wolę by to autor mnie zaskakiwał, ale siłą rzeczy, im bliżej końca książki, tym bardziej moje myśli kierują się w stronę podświadomie przeze mnie wybieranego zakończenia. W „Kasacji” natomiast mowy nie było, by którakolwiek z moich myśli choć zbliżyła się do tego, co zaserwował nam autor w zakończeniu. Taka opcja nawet przez sekundę nie przeszła mi przez myśl.

Powiem Wam, że bardzo się cieszę, że mogłam napisać taką opinię o tej książce, jaką właśnie napisałam. Cieszę się, bo zanim po książkę sięgnęłam, to podawałam w wątpliwość każdą pozytywnie opisaną tu rzecz. Wątpiłam, by autor, który nie mając nawet trzydziestki, mógł stworzyć naprawdę dobrą powieść – mało tego, nie swoją pierwszą, a kolejną już wydaną. Wątpiłam, by powieść z polskimi rozprawami w tle mogła kogokolwiek wciągnąć i nie zwalniać tempa do ostatniej strony. Nie oszukujmy się, wyobrażenia o polskich rozprawach sądowych różnią się nieco od tych amerykańskich. Nie bardzo mogłam wyobrazić sobie powieści a’la John Grisham w polskich realiach. A tu proszę, taka niespodzianka! Okazuje się, że moja wyobraźnia jest widocznie ograniczona, bo „Kasacja” to nie tylko John Grisham w polskich realiach, ale nawet więcej – to połączenie Johna Grishama z serialem „Suits”. Nawet Chyłka z Oryńskim przypominają nieco Harvey’a i Mike’a ;)
Jedna moja obawa pozostaje nierozwiana. Gdy autor wydaje kolejną już powieść, zawsze zastanawia mnie, czy nie popadnie w jakąś rutynę. Czy postacie nadal będą wyraziste, charakterystyczne, czy też może zaczną przypominać bohaterów innych książek tego samego autora? Czy schemat fabuły będzie taki sam, czy może uda się stworzyć coś oryginalnego? Ta wątpliwość pozostanie nierozwiana, aż nie przeczytam innych powieści Remigiusza Mroza. Bo że przeczytam – to pewne! A jeśli dalej będzie tak samo dobrze, to tak jak w thrillerach medycznych mistrzynią jest dla mnie Tess Gerritsen, tak mistrzem thrillerów prawniczych zostanie Remigiusz Mróz. A patrząc na polską scenę autorów kryminałów i thrillerów, no cóż – detronizacja Miłoszewskiego właśnie się dzieje (choć ten autor to akurat mistrzem dla mnie nie był ;) Na chwilę obecną Mróz i Bonda są na podium w mym osobistym i zupełnie subiektywnym zestawieniu.

„Kasację” polecam, naprawdę warto. A Chyłkę kocham!

Przeczytane: 4.01.2016
Moja ocena: 8/10