Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Musierowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Musierowicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 czerwca 2017

"Imieniny" Małgorzata Musierowicz (30/2017)

Jeżycjada; tom 12

Po nieudanej „Córce Robrojka” nadszedł lepszy tom Jeżycjady. 
Może nie jest to opowieść na miarę pierwszych tomów cyklu, ale zdecydowana poprawa i odbicie z trendu spadkowego. Zastanawiam się, czy kolejne miłostki, bunty nastolatków, tworzące się pary, małżeńskie kłopoty i ciąże to schemat w jaki popadła autorka, czy może po prostu taka jest kolej życia i nie ma się co czepiać, że właściwie ‘znów to samo, tylko trochę inaczej’. 
Poza błahymi (acz niesamowicie poważnymi dla nastolatki) wydarzeniami dziejącymi się w ciągu kilku imieninowych dni, pojawia się kwestia istotna i dręcząca Laurę – jej ojciec Pyziak. Bunt Laury, trzpiotki, której do tej pory wszystko wybaczano, przybiera tu poważniejszą i wcale nie cukierkową postać. Wchodzi w okres dojrzewania z hukiem i świadomość bycia córką Janusza Pyziaka w tym nie pomaga. Dobrze, że autorka wlała łyżkę dziegciu do beczki miodu z Roosevelta. Choć życzę Borejkom jak najlepiej, to takie mniej przyjemne momenty dodają im tylko autentyczności. 

Przeczytane 9.04.2017
Moja ocena: 7/10 

czwartek, 16 lutego 2017

"Córka Robrojka" Małgorzata Musierowicz (6/2017)

Jeżycjada, tom 11

Ugh… Z dotychczas przeczytanych części Jeżycjady, ta dostaje ode mnie najniższą ocenę… Nie ujęło mnie prawie nic. Wątek tytułowej córki Robrojka, Belli, nudny jak flaki z olejem. Przeszczep (kto autorce wymyśla te ksywki?!), motyw z krasnalami ogrodowymi, fajerwerki na styropianowej łódce – no porażka. Flaki z olejem. Początkowo czekałam, że to się jakoś rozkręci, że przecież musi coś dalej z tym być (poza oczywistą od początku, acz ujawnioną na końcu, nicią sympatii miedzy Bellą i Przeszczepem), ale nie, nic z tych rzeczy. Kolejne przygody nastolatków nudne i coraz nudniejsze. A niestety, stanowiły znaczącą, większą część książki. 

Sam Robrojek – no cóż… Szkoda go trochę, ale swojemu ‘koledze’ Majchrzakowi mógłby się jakoś postawić. A tak, siedzi cichutko i co się stanie to się stanie.

Jedynie Natalia i jej dziwna sympatia do Robrojka była czymś, co dla mnie uratowało choć odrobinkę z całej książki. To jedyny jasny punkcik. Choć może mały, ale jednak był to jakiś przebłysk czegoś nie do końca nudnego i nijakiego. 

Miłe były też momenty, w których pojawiała się mama Borejko – choć w „Córce Robrojka” tych momentów było niestety niewiele. 

Przykro mi bardzo, że muszę tak nisko ocenić jakąkolwiek część Jeżycjady (i proszę mi teraz nie mówić, że będzie jeszcze gorzej!), no ale w mojej opinii nie udała się autorce ta część…

Przeczytane: 15.01.2017
Moja ocena: 5/10

sobota, 20 sierpnia 2016

"Noelka" Małgorzata Musierowicz (58/2015)

"Noelka" to część Jeżycjady, której akcja dzieje się w Wigilię. I tak, wiem, że lipiec to niekoniecznie najlepsza pora na bożonarodzeniowe opowieści, ale taka akurat pora wypadła mi na ten tom Jeżycjady. Pora porą, ale i tak mi się podobało! Pewnie czytając to w grudniu, jeszcze bardziej pochłonęłaby mnie ta historia, jeszcze mocniej czułabym zapach choinki i pichconych smakołyków w kuchni Borejków. Ale i tak na dwa lipcowe popołudnia przeniosłam się do deszczowego grudnia 1991 roku, wczuwając się w świąteczną atmosferę.

Elki, głównej bohaterki, niestety nie polubiłam zbytnio. Podpadła mi na samym początku i trudno mi już potem było zmienić zdanie o niej. Tą część Jeżycjady mam w domu, ale szczerze mówiąc, nie pamiętam, żebym ją kiedyś czytała… Książeczka nie gruba, ale naładowana emocjami, przeżyciami. Radosna, cudna. No i ogromnie miło było pobyć w kuchni Borejków oraz razem z Elką i Tomkiem Kowalikiem poodwiedzać, choć na krótko, bohaterów znanych nam z poprzednich części. Spotkaliśmy więc Anielę Kowalik, teraz już Żeromską, jej wuja Mamerta, Kreskę, obecnie żonę Maćka Ogorzałki, profesora Dmuchawca, Cesię Żak i Hajduków. Jak to w święta bywa – było nostalgicznie, ale i miło. 

Książka jeszcze z tych dobrych, mądrych. Urocza.

Przeczytane: 5.07.2015
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 25 lipca 2016

"Brulion Bebe B." Małgorzata Musierowicz (28/2015)


Jeżycjada; tom 6

Z każdą kolejną częścią Jeżycjady utwierdzam się w przekonaniu, że ten cykl jest niesamowity pod wieloma względami.

Po pierwsze, są to przezabawne i urocze książki, pisane dla nastolatek, o nastolatkach, a przy tym są niesamowicie wartościowe, poruszają ważne i poważne problemy i na dodatek trafiają też do dorosłych.

Po drugie, pod płaszczykiem każdej zabawnej sytuacji i każdej pojawiającej się postaci, kryją się ważne sprawy. W „Brulionie” m.in. ukazana jest waga więzi rodzinnych, relacji między najbliższymi.

Po trzecie, urzeka mnie, jak genialne jest przenikanie postaci z powieści na powieść. Wszyscy bohaterowie dorastają wraz z kolejnymi częściami, ci drugoplanowi wychodzą na pierwszy plan, ci pierwszoplanowi stanowią tło kolejnych opowieści. Pani Borejko siwieje, beztroska Gabi zmaga się z trudnym życiem samotnej matki, zaangażowany w wychowanie młodzieży profesor Dmuchawiec nieuchronnie zbliża się ku schyłkowi życia, choć zaangażowania nadal nie można mu odmówić. A kłamczucha pozostaje kłamczuchą. Poza tym, że uważam to ze jeden z genialniejszych zabiegów, jakie można spotkać w przeróżnych cyklach, to niesamowicie mnie to wzrusza. Pod tym względem, w „Brulionie Bebe B.” największe wrażenie zrobiła na mnie właśnie postać profesora Dmuchawca, schorowanego, coraz bardziej niedomagającego. Tym samym, autorka wskazuje na nieubłagany upływ życia i naturalne, choć nie zawsze przyjemne, koleje ludzkiego losu. Dodatkowo, wszystko to przedstawione jest ze smakiem, z dużym wyczuciem, językiem, który może rozczulić, ale nie bulwersować/ czy zniechęcać zbytnią ckliwością.

Po kolejne, autorka dobrze oddaje klimat i rzeczywistość czasów, kiedy dane historie się dzieją. Choć nie ma tu polityki wprost, to jednak doskonale można zorientować się w warunkach życia w ówczesnej Polsce.

A po jeszcze kolejne, choć zapewne nie ostatnie, choćby nie wiem co się w ‘Jeżycjadzie’ działo, to bije z nich optymizm. Na każdą, nawet trudną sytuację pokazane jest spojrzenie z jasnej, pozytywnej strony. Autorka, poprzez swoich bohaterów wskazuje, że fajniejsze może być dostrzeganie nawet małych plusików w codziennym życiu niż szukanie dziury w całym, a do tego, pokazuje, że wśród szarzyzny naprawdę można odnaleźć powody do uśmiechu.

Z bohaterów „Brulionu” polubiłam Bebe, tą nieco oschłą introwertyczkę. I choć wcale się z nią nie identyfikuję, bo jest ona moim całkowitym przeciwieństwem, bo wzbudziła ona moją sympatię. Irytował mnie natomiast Bernard, choć jego wpisy w brulionie Bebe były przezabawne.

Cieszę się, że tyle Jeżycjady jeszcze przede mną :)

Przeczytane: 20.03.2015
Moja ocena: 9/10

niedziela, 17 kwietnia 2016

"Nutria i Nerwus" Małgorzata Musierowicz (11/2016)

Jeżycjada; tom 10

Tym razem bohaterką, wokół której toczy się akcja Jeżycjady jest Natalia Borejko, w rodzinie zwana Nutrią. To chyba pierwszy tom serii, który wydał mi się nudnawy i najmniej mnie rozbawił, a na dodatek główna bohaterka niesamowicie mnie irytowała. Cała historia jest tak nieprawdopodobna, że nawet jak na niezwykłość Jeżycjady to trochę za dużo. Bo to, że Borejkowie i przygody na Jeżycach są nieco niezwykłe to wiemy od pierwszego tomu, ale do tej pory uwydatniało to tylko magię płynącą ze stron kolejnych części serii, ale w „Nutrii i Nerwusie” te niezwykłe wydarzenia są jedynie naiwne i irytujące.

Akcja dziesiątej części serii dzieje się podczas kilku czerwcowych dni, na początku wakacji. Natalia wybiera się ze swoimi dwiema siostrzenicami, Różą, zwaną Pyzą i Laurą – Tygryskiem nad morze. I aż trudno uwierzyć, że jest to pomysł rozsądnej Gabrysi. Początkowo sama Nutria nie jest pomysłem Gabrieli zachwycona. Po zerwaniu z Tuniem marzy o spokoju, a jak słusznie przeczuwa, wakacje z siostrzenicami do spokojnych należeć nie będą. W końcu jednak ulega siostrze i tak oto trzy dziewczyny wsiadają do pociągu, rozpoczynając swą wakacyjną przygodę. I od tego już momentu akcja staje się nieprawdopodobna. Nieprawdopodobna – jak dla mnie – w sposób tak naiwny, że aż ciężkostrawny. Kilka przykładów? Proszę bardzo – obcy facet przykuwa kajdankami dziewczynę w pociągu. I jakoś nie wynika z tego wielka draka. Natalia z dwiema dziewczynkami wysiada z pociągu na przypadkowej stacji, nie informuje o tym rodziny i nie wpada na to, że może jednak jest to z jej strony nieco nieodpowiedzialne. Tygrysek łapie ospę, ale wydaje się to nie przeszkadzać Natalii w dalszej ucieczce przed Nerwusem. No muszę przyznać, że trochę za dużo tej nieodpowiedzialności i głupoty Natalii, i jeszcze większej głupoty Nerwusa (sam pomysł podążania na Natalią nie należy do najmądrzejszych). Warto też wspomnieć, że cała akcja – od decyzji o wakacjach, poprzez poznanie się Nutrii z Nerwusem, ich wzajemną niechęć po chwilę gdy stają się sobie bardziej przychylni – obejmuje raptem cztery-pięć dni. Powiem tak – gdyby nie daty podane przez autorkę, myślałabym, że to historia co najmniej trzytygodniowa.

Wyszła mi opinia dość negatywna, ale zapewniam, że choć ta część przypadła mi nieco mniej do gustu, to nadal jest ona ciepła, pozytywna i czuć miłość w rodzinie Borejków.

Mimo mojej nieco niższej oceny tego tomu Jeżycjady, zachęcam do lektury i dołączenia do magicznego świata Borejków!

Przeczytane: 13.02.2016
Moja ocena: 6/10

wtorek, 27 stycznia 2015

"Opium w rosole" Małgorzata Musierowicz (9/2015)


Jeżycjada; tom 5

Kolejna część Jeżycjady, ale pierwsza, w której była jakaś wyczuwalna nutka smutku, choćby przez świadomość, w jakim czasie dzieją się wydarzenia z tej części (lata 80. XX wieku) i domysły, co też mogło stać się z tatą Borejko, skoro nie ma go w domu. I z rodzicami Kreski, bo ich również nie ma. 

Ida i Gabrysia już dorosłe, nie do końca z sielskim życiem. Mama Borejko posiwiała. Świat idzie do przodu, a w Jeżycjadzie przybywa bohaterów.
Kreska jest niesamowicie sympatyczną osóbką, a Genowefa (Lompke, Rompke, Bombke tudzież Pompke), choć nieco nierealna, przezabawna, wesoła, to bardzo potrzebująca czułości i zainteresowania. Nierealna, bo jakoś trudno mi wyobrazić sobie kilkuletnią dziewczynkę – czy to w dzisiejszych czasach, czy 30 lat temu, kiedy to dzieje się historia w „Opium…” – chodzącą po obcych ludziach od domu do domu, wpraszającą się na obiadek i nie budzącą podejrzeń. Jakoś nikt przez długi czas nie zainteresował się tym, czemu dziewczynka codziennie przychodzi na obiadek, co robią w tym czasie jej rodzice, czy są gdzieś w ogóle. Albo czy mała z domu nie uciekła? A czy rodzice się gdzieś o nią nie martwią? Nikt nie wpadł na pomysł odprowadzenia jej do domu i zamienienia słówka z jej rodzicami. Oczywiście nie zmienia to faktu, że uśmiałam się z Geni nieraz i że dodaje ona uroku tejże książce.

Polecam oczywiście :)

Przeczytane: 26.01.2015
Moja ocena: 7/10

sobota, 3 stycznia 2015

"Ida sierpniowa" Małgorzata Musierowicz (2/2015)


Jeżycjada; tom 4

W ubiegłym roku postanowiłam wrócić do czytania Jeżycjady, tym razem od początku i po kolei. Oczywiście, jako nastolatka czytałam Jeżycjadę, ale były to pojedyncze części – nie wszystkie i w kolejności dowolnej, ale na pewno nie w takiej, w jakiej kolejne tomy powstawały. Wtedy bardzo lubiłam to co czytałam. Teraz – lubię chyba jeszcze bardziej. Pewnie wynika to z tego, że miło mi się wspomina lata 80., lata mojego dzieciństwa. Rzeczywistość z początkowych tomów Jeżycjady minęła bezpowrotnie i dziś, w innych czasach, fajnie sobie przypomnieć tamtejsze realia.

„Ida sierpniowa” to czwarta część cyklu. Kolejna, cieplutka i przyjemna część Jeżycjady. Mimo, że odrobinkę bardziej lubię „Kwiat kalafiora”, to „Idzie” nie mam czego zarzucić.

Główna bohaterka to Ida – charakterna rudowłosa piętnastolatka i to wokół niej dzieje się historia w tej części cyklu. Ida, początkowo zakompleksiona, ale i obrotna, zaradna dziewczyna, dostarcza nam dawki takiego humoru, jaki lubię najbardziej – prosty, z dnia codziennego, nieprzekombinowany. Nie potrzeba nieprawdopodobnych i wyszukanych historii, żeby się uśmiechnąć i poczuć ciepło czytając tą książkę w styczniowy wieczór. 

No i jak można nie lubić Idy :) Chyba się nie da.

Przeczytane: 3.01.2015
Moja ocena: 7/10

sobota, 22 listopada 2014

"Kwiat kalafiora" Małgorzata Musierowicz (63/2014)

Jeżycjada; tom 3

Och! Ach! I w ogóle super!
To była urocza podróż do niedalekiej, ale jednak, przeszłości.

Bardzo lubię tą część Jeżycjady jako całość i uwielbiam każdego z bohaterów osobno. Każde z nich jest urocze, ciepłe, zabawne.

Urzekła mnie oczywiście cała książka, ale dwie rzeczy szczególnie wzbudziły moją tęsknotę.

Po pierwsze, (taka osobista wstawka), z rozrzewnieniem czytałam o prawdziwych miejscach w Poznaniu, na Jeżycach. Jako że mieszkałam kilka lat w Poznaniu, a do tej pory każdego roku bywam w okolicach Roosevelta, to naprawdę urocze móc sobie tam wyobrazić rodzinę Borejków. Wyjątkowo mi się do Jeżycjady wraca, mogąc sobie bardzo dobrze wyobrazić miejsca „akcji”, co pewnie zrozumie każdy miłośnik Jeżycjady znający Poznań.

Druga rzecz, która wywołała na mej twarzy uśmiech tęsknoty za czymś, co raczej już nie wróci, to kwestia szeroko rozumianego wychowania dzieci.

Kurcze, ciekawa jestem, jaki los czekałby w dzisiejszych czasach Nutrię, notorycznie udającą chłopaka, mówiącą „byłem, zjadłem, zrobiłem”. No przeurocze to przecież było, ale dziś pewnie Nutria miałaby już za sobą niejedną sesję u psychologa. Gender w rozkwicie.
Inny był też wpływ nauczyciela na dzieciaki. Nauczyciel mógł nawet przyjść do domu i ochrzanić co niektórych. Mógł powiedzieć rodzicom, co mu się nie podoba w zachowaniu dzieci. Mało tego, uczeń musiał dostosować się do tego co mówi nauczyciel i wiedział, że rodzice na pewno zgodzą się z nauczycielem z całej rozciągłości. Ja wiem, że czasy są już inne, ale taka właśnie była szkoła mojego dzieciństwa i teraz to nawet za tym tęsknię (choć 20 lat temu nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek powiem coś podobnego :) ).

Bardzo sobie nastrój poprawiłam „Kwiatem kalafiora” i nabrałam jeszcze większej ochoty na ponowne czytanie kolejnych części, co też z radością wkrótce uczynię :)

Przeczytane: 22.11.2014
Moja ocena: 8/10

czwartek, 31 lipca 2014

"Kłamczucha" Małgorzata Musierowicz (51/2014)

Jeżycjada; tom 2

Nie wiem, czy kiedyś mi się znudzą te młodzieżowe książki :)
Lubię "Kłamczuchę" (choć Anielę sobie zupełnie inaczej wyobrażam niż ta pokazana na okładce).

Do łez uśmiałam się przy wyliczankach dzieciaków:
"Jedna siostra drugiej siostrze napluła na ostrze…";
"Jedna lalka drugiej lalce odgryzała palce";
"Jedna babcia drugiej babci napluła do kapci."

Naprawdę przeurocze :)

Przeczytane: 31.07.2014
Moja ocena: 7/10

sobota, 24 maja 2014

"Szósta klepka" Małgorzata Musierowicz (37/2014)


Jeżycjada; tom 1

Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony szybko się czyta, coś się dzieje cały czas, ale z drugiej - aż tak mnie nie wciągnęła, historia też umiarkowanie mnie pochłonęła.
Zdecydowanie bardziej podobała mi się zerowa część Jeżycjady - "Małomówny i rodzina".

No i jak można na własne dziecko wołać Cielęcina... Nic dziwnego, że dziewczyna ma kompleksy. Bobcio z resztą nie jest lepszy pod względem imienia. Pod względem imion bohaterów, autorka troszkę przesadziła :)

Przeczytane: 22.05.2014
Moja ocena: 6/10